początek nowosci w serwisie artykuły bibliografia on-line orzeczenia faq - prawa internetu wzory umów

Tytuł chroniony


Znaczenia tytułu filmu nie sposób nie docenić. Tytuł w zwięzły sposób charakteryzuje treść filmu. Z grubsza rzecz ujmując można tytuły podzielić na dwie katergorie: te, które ujmują swą zwięzłością i subtelną poezją oraz te, które żadnych tego rodzaju roszczeń nie wysuwają. Liczba tytułów "artystycznych" dramatycznie maleje, bowiem widz przyzwyczajony został do produkcji masowej, gdzie prawdziwa jakość wypierana zostaje tanim efekciarstwem. W odniesieniu do tych pierwszych możliwe jest rozważanie objęcia ich ochroną prawnoautorską. W Niemczech, mimo istnienia znakomicie rozwiniętej doktryny, zagadnienie to wpędziło tamejszych sędziów w prawdziwe zakłopotanie.

Orzecznictwo niemieckie z bardzo wielkim oporem przyznało z czasem, że tytuł - choć tylko w rzeczywiście wyjątkowych przypadkach - może być beneficjentem łaski ochrony prawnoautorskiej. Ilekroć jednak dochodziło do konkretnej sprawy, niemal zawsze rozstrzygnięcie było negatywne. Szczególnie kontrowersyjne okazało się orzeczenie sądu w Kolonii sprzed 40 lat. Wówczas uznano, iż tytuł pewnej audycji radiowej "Nie samą płacą człowiek żyje" ("Der Mensch lebt nicht vom Lohn allein"), która w czytelny sposób nawiązywała do znanego cytatu biblijnego, należy się ochrona prawnoautorska. Uznano, iż skoro tytuł w chwytliwy i esencjonalny spoób przekazuje treść audycji, wtedy winien on być chroniony. Zaznaczyć należy, że orzeczenie zapadło na bazie odmiennego stanu prawnego, co jednak nie zmienia faktu, że obarczone zostało błedem prawnym o zupełnie fundamentalnym znaczeniu. Przeoczono bowiem fakt, że sam tytuł, postrzegany w oderwaniu od dzieła, powinien spełnić wymogi stawiane dziełom aspirującym do kategorii utworów chronionych prawami autorskimi. A w przypadku krótkich tytułów jest to przecież zadanie szalenie trudne.

Problem polega bowiem na akcesoryjności tytułu. Jest on pewnego rodzaju dodatkiem do całości i kompletnym nonsensem byłoby mówienie o jego samodzielności w sytuacji, gdyby sam film przestał istnieć. Należy sobie uświadomić konsekewncje wynikające z szafowania ochroną prawnoautorską: użycie określonego tytułu, a przecież nie byłyby to zapewne sytuacje rzadkie, stwarzałoby możliwość pociągnięcia nierozważnie operującej językiem osoby do odpowiedzialności z tytułu plagiatu; niezależnie od ukazanie się dzieła - ba, nawet jeśli by się w ogóle nie ukazało - tytuł korzystałby przez 70 lat z odpowiednej ochrony.

Nieco inaczej przedstawia się zagadnienie ochrony tytułu jako marki. Ten obszar należy wyraźnie i zdecydowanie oddzielić od regulacji prawnoautorskich. Tutaj bowiem tytuł-marka winien spełniać przede wszystkim funkcję indywidualizującą określony przedmiot w ten sposób, aby można było wskazać jego wytwórcę i tym samym dokonać odróżnienia od innych producentów.

Obecnie powszechnie uznaje się zasadność roszczeń o rejestrację tytułów jako marek, o i tylko oczywiście spełnione zostaną ogólne wymagania stawiane wszystkim markom (przede wszystkim chodzi o możliwość przedstawienia znaku w formie graficznej). Jednogłośnie przyznaje się prawo rejestracji tytułom gazet czy seryjnym wydawnictwom. Większe opory budziły tytuły seryjnych audycji telewizyjnych, ponieważ w tym przypadku określony produkt, audycja telewizyjna, nie posiada materialnego substratu sensu stricto. Sytuacja uległa diametralne zmianie wraz z wprowadzeniem w 1979 r. kategorii marki przewidzianej dla określonych usług (Dienstleistungsmarke), która zaczęła współistnieć wraz z tradycyjną marką przewidzianą dla produktów (Produktmarke).

Przyczyna oporu wobec rejestracji tytułów pojedynczych dzieł była nieco inna. Wedle wcześniejszej wersji ustawy regulującej zagadnienie marek miały one do spełnienia dwa równie istotne zadania: odróżniać dany towar od innych oraz umożliwić powiązanie towaru z konkretną firmą. Zgodnie uznawano, iż pojedynczy wytwór nie jest w stanie sprostać drugiemu warunkowi. Od chwili jednak, gdy punkt ciężkości zdecydowanie przesunął się w kierunku funkcji odróżniającej, zniknął również problem.

Zarejestrowanie tytułu jako marki niesie z sobą określone korzyści. Przede wszystkim ustanawia faktyczny monopol posiadacza tego prawa do używania danej nazwy na odszarze całego państwa a nawet i daleko pozajego granicami (istnieją wszak tzw. marki unijne - Gemeinschaftsmarken oraz międzynarodowe - IR Marken). Ów monopol istnieje już momencie rejestracji tytułu, choćby jeszcze samo dzieło nie doczekało się swego wydania. Rejestracja ułatwia i upraszcza też ewentualną sprzedaż praw do tytułu.

Jak już wspomniałem nie każdy tytuł może doczekać się rejestracji. Należy być świadomym konsekwencji sytuacji, gdyby komuś udało się nabyć wyłączność do tytułu np. "gazeta", lub też "dziennik". Tytuł-marka nie mogą mieć pod żadnym pozorem natury opisowej, tzn. w sposób dosłowny opisywać treść publikacji. Jest to najczęstszy powód odmowy rejestracji. Wspomniane powyżej określenia "gazeta" oraz "dziennik" muszą być zarezerwowane dla powszechnego użytku ("Freiheitsbedürfnis"). Wynika to stąd, że dysponujemy bardzo ograniczoną ilością określeń działalności wydawniczej i należy bardzo ostrożnie podchodzić do wszelkich prób zawłaszczenia sobie poszczególnych wyrazów.

Wiele kłopotów sprawił tytuł "apropo filmu" (Apropo Film), jako oznaczenie usług polegających na "produkcji audycji telewizyjnych". W pierwszym orzeczeniu niemiecki sąd stwiedził brak możliwości udzielenia zgody na rejastrację tytułu (BGH Gewerblicher Rechtsschutz und Urheberrecht 1988, 377, 378). W drugim natomiast (BGH GRUR 1990, 360, 361) ustosunkował się do zarzutu wnoszącego o rejestrację, że tytuł zdążył już zdobyć sobie określoną popularność i funkcjonuje w świadomości dużej liczby odbiorców. Tego rodzaju społeczny uzus (Verkehrsdurchsetzung) mógłby mieć decydujące znaczenie i przesądzić mimo wszystko o możliwości rejestracji. Oglądalność programu wahała się wówczas między 4 a 8 %, tymczasem wedle badań Instytutu "Infas" z Bonn - Bad-Goedesber siedmioprocentowa oglądalność świadczy o tym, iż 49 % widzów zna i potrafi zidentyfikować określoną audycję. Sąd uznał jednak nawet taką popularność za dalece niewystarczającą i nie uzasadniającą pretensji o rejestrację.

Podsumowując można zatem stwierdzić, że Temida zazdrośnie strzeże możliwość zarezerwowania dla określonego podmiotu wyłącznych praw posługiwania się danym tytułem. I bardzo dobrze, bo dobry tytuł i tak sam się wybroni.

mgr Damian Flisak

Damian Flisak, prawnik, absolwent prawa UAM w Poznaniu i UE Viadrina we Frankfurcie/Odra.
Praktykant w Kancelarii Patentowej "Gulde Hengelhaupt Ziebig" w Berlinie

Serwis Prawnik Nowości   Artykuły   Orzeczenia   Bibliografia   FAQ   Wzory Umów   Poczta  

© 2000  Copyright by Roman Bieda

licznik